środa, 13 lutego 2013

7.




Elizabeth


*tydzień później*


Codzienna rutyna. Wstaje, ubieram się, jem śniadanie i cały dnie spędzamy w domu. Nie dlatego że muszę, ale jak i całej reszcie nie chce mi się nigdzie wychodzić. Albo nie wychodzimy po zakupy.
-Weź nogi.-powiedział Harry stając obok kanapy na której leżałam.-Możesz wziąć te nogi?-zapytał znowu.
-Liz czeka na "proszę”.-powiedział do niego Lou. Widzę że zdążył już mnie poznać. A loczek najwidoczniej jeszcze nie.
-Naprawdę?-zapytał patrząc na mnie.
Ja tylko popatrzyłam na niego, ale nic nie odpowiedziałam.
-Liz proszę możesz wziąć swoje piękne nogi?-zapytał.
-Oczywiście że mogę.-brunet już się ucieszył.-Ale nie chce mi się.-dodałam, Lou aż parschnął  śmiechem.
-Dlaczego?-zapytał.
-Bo tak jest mi wygodniej.-powiedziałam.
W tym samym momencie Harry podniósł moje nogi do góry i usiadł na kanapie, kładąc je na swoich kolanach.
-Może być tak?-zapytał.
-Jak już musi.-odpowiedziałam i wróciłam do oglądania filmu, który swoją drogą był strasznie nudny, ale cóż innego mogłam robić.
Na pewno coś by się znalazło, mogłam bawić się w ogrodzi z Claudią, Michaelem, Niallem i Willą, którzy robili za niańki. Ale co jest dziwne sami o to prosili. Mogłam razem z Malikiem grać w jakoś durną grę, która była pewnie tak samo nudna jak ten dziwny Amerykański film, ale no cóż wybrałam właśnie jego. Tak naprawdę to nie wiedziałam tylko co robi Liam. Zniknął mi chwilowo z pola widzenia, a że byłam tak leniwa nie chciało mi się nawet pytać chłopaków gdzie jest ich przyjaciel.
-Wstawać, pakować się i jedziemy!- krzyknął właśnie on.
-Że niby co?-mówiąc to ziewnęłam, o chyba teraz dobra byłaby drzemka.
-Jedziemy.-powiedział.
-Ale dokąd?-zapytał Harry.
-Musimy mieć  jakieś wspomnienia z tych wakacji, no nie? Jedziemy nad jezioro, zrobimy biwak, ognisko i te sprawy.-powiedział.
-Te sprawy?-jednocześnie powiedzieli Lou i Harry.
-To ja dzwonie do El.-dodał najstarszy z nas.
-Nie musisz, ona już wie i pakuję się.
-Liam jesteś prze.
-Tak wiem, a teraz ruchy mamy mało czasu.-powiedział i śmiesznie zaczął wymachiwać rękoma.
-A kto jedzie?-zapytałam.
-Jak to kto? My, Wy i dziewczyny.-odpowiedział mi.
-Mówisz jakby nie była dziewczyną.-powiedziałam.
-A jesteś?-zapytał Harry, za co dostał po głowie.
-Uspokójcie się i proszę zróbcie to o co was proszę, Paul już o wszystkim wiem, mamy wolną rękę.
Nie chętnie zwlekłam się z kanapy i powlekłam się na górę. Popatrzyłam na wchodzących do domu Willę i Nialla, uśmiechnęłam się na ich widok. Z tego co mi wiadomo Willa opowiedziała o wszystkim blondynowi, co ja uważam za bardzo dobre posunięcie. W końcu idzie w dobrym kierunku. Aż zaśmiałam się.
-Liz dobrze się czujesz?-zapytał mnie Harry.
-Znakomicie, dziękuję.-odparłam.
-Nie wydaje mi się, no ale okej.-powiedział i zamknął za sobą drzwi do swojego pokoju.
Ja zrobiłam to samo, spod łóżka wyciągnęłam moją czerwoną walizkę i zaczęłam do niej wkładać wszystko jak leci. Szczerze to nie bardzo interesowało mnie to jak będę wyglądać, przecież będziemy tam tylko my, więc różnicy nie robiło mi to co na sobie będę miała. Jak to się mówi: „ Sami swoi.” Kiedy byłam już gotowa, wyszłam na korytarz a w tym samym momencie z pokoju wychodził Styles.
-Daj wezmę i twoją.-powiedział i wyciągnął rękę do mojej walizki.
-Harry dżentelmen?-zapytałam.- Zadziwiasz.-dodałam.
-Oj jeszcze nie raz to zrobię, uwierz.-powiedział.
-Będę czekać.-odparłam i uśmiechnęłam się w jego stronę.
Coś  się zmieniło, już nie dogryzamy sobie tak jak wcześniej, ale to nie znaczy że nie robimy tego w ogóle. Dalej to robimy ale w milszy sposób. Po tej całej akcji w parku, jakoś tak odpuścił mi. Dlaczego? Tego nie wiem.
Zeszliśmy na dół, a przy wejściu czekali na nas już wszyscy.
-To co gotowi?-zapytał Liam.
-Jasne.-powiedział Harry, a ja tylko pokiwałam głową. Willa jak ostatnim czasem, stało obok blondyna który mówił coś w jej stronę. Na ten widok lekko uśmiechnęłam się. Wtedy dziewczyna spojrzała na mnie, a ja wyszczerzyłam się w jej stronę jeszcze bardziej. Podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
-To co przygoda życia?-zapytała.
-Oczywiście, jak zawsze z Tobą.-odparłam, a w mojej głowie pojawiły się wspomnienia z każdej wyprawy.
-Ta będzie inna.-mówiąc to lekko uśmiechnęła się.
-Wiem, bo bez nałogu.-mówiąc to pocałowałam ją w policzek.-I to sprawi że będzie lepsza.-dodałam.
-Miejmy nadzieje.-powiedziała.
Kiedy pakowaliśmy wszystko do dwóch dużych samochodów  z domu taty wybiegła Claudia.
-Willa gdzie jedziesz?-zapytał łapiąc ją z nogę.
-Na wycieczkę.-odparła jej kucając obok niej.
-Beze mnie?-zapytał znowu i wywinęła swoją dolną wargę.
-Przykro mi kochanie ale nie mogę Cię ze sobą zabrać.
-A Nialla możesz? To nie sprawiedliwe.- kity to mówiła skrzyżowała swoje ręce na klatce piersiowej i zabawnie tupnęła nogą.
-Bo Niall jest już dużym chłopcem i może sam się sobą zająć, Ty jesteś jeszcze malutka.-powiedziała do niej brunetka.
-Ale ja też chce jechać na wakacje.-powiedziała smutna.
-No to musisz przekonać swojego tatę i na pewno zabierze cię na wycieczkę.-odpowiedział za Willę, Nialla.
-A jak ja chce pojechać gdzieś z wami?-zapytała mała.
-Claudia obiecuję że jak wrócimy z tej wycieczki, gdzieś Cię razem zabierzemy co Ty na to?-zapytał  ją blondyn.
-Tak!-krzyknęła wesoło.
-No to teraz biegnij do mamy.-powiedziała jej Willa, a mała zrobiła to co kazała jej starsza siostra. Wcześniej przytulając ją  i blondyna.
Widać że ta mała w jakiś sposób ich do siebie zbliża, co jest jeszcze lepsze.
-No to co w drogę?-zapytał Harry.
A my wpakowaliśmy się do samochodu. Jechaliśmy tylko w czwórkę, bo tamte gołąbeczki nie chciały się rozdzielać. U nas prowadził Harry, obok niego siedział Nialla, a my z Willą na tylnym siedzeniu.
Podróż była całkiem zabawna.  Śpiewaliśmy, śmieliśmy się, a nawet próbowaliśmy tańczyć. Willa co jakiś czas robiła zdjęcia i śmiała się z nich w niebo głosy, ale nikomu nie chciała ich pokazać. 
Po trzech godzinach godzinach drogi dotarliśmy. Kiedy wysiadłam z samochodu otwarłam usta ze zdziwienia.  Tu było cudownie. Cisza, spokój. Tylko lekki plusk wody i tylko odgłosy natury. Idealne miejsce na wyciszenie.
-I jak?-zapytał Liam kiedy staliśmy już wszyscy koło siebie.
-Jedno wielkie wow.-odparłam.
-Nie byłaś tu nigdy?-zapytał Zayn.
-Niby dlaczego miałabym tu być?-zapytałam.
-No bo to Paul pokazał nam to miejsce.-odpowiedział mi Lou. Popatrzyłam na Willę.
-Najwidoczniej rodzinie tego miejsca nie chciał pokazać.-mówiąc to wzięła swoją torbę i ruszyła przed siebie.
Wszyscy popatrzyli po sobie, a Niall jak zawsze poszedł za moją siostrą.
W sumie miała racje, to dziwne że im je pokazał a nam nie.
-Wszystko dobrze?-zapytał Perrie, zauważyłam że bacznie mi się przygląda.
-Tak.-powiedziała  i patrząc na nią uśmiechnęłam się do niej.
Blondynka przytuliła mnie do siebie.
-Przy mnie nie musisz udawać.-szepnęła przy moim uchu, odsunęła się i podchodząc do Zayna złapała jego rękę i razem ruszyli w stronę reszty.
Patrzyłam na ich oddalające się sylwetki. I szczerze nie wiedziałam dlaczego większość fanek chłopaków nie przepadało za tą dziewczyną. Nie była taka z jaką ją brały, przecież nie liczy się to jak wyglądasz tylko to co masz w środku. A Perrie była cudowna, miała wielkie poczucie humoru, umiała dogadać się z każdym. I to chyba była jej najlepsza cecha. A najlepsze w niej było to że starał się nie przejmowała tym co mówią o niej innych, nie zrezygnowała z miłości tylko dlatego że komuś to nie pasuje i to w niej najbardziej ceniłam. Wytrwałość, której tak naprawdę mi brakowało i to strasznie.
-Liz wszystko dobrze?-usłyszałam obok siebie głos Harrego.
-Tak.-odparłam znów, kłamiąc mu w żywe oczy.
-Wiesz że nie umiesz kłamać?-zapytał znowu, na te słowa spuściłam głowę w dół.
-To chyba moja najgorsza cecha.-powiedziałam.
-Moim zdaniem jest tą najlepszą.-odpowiedział, a ja znów popatrzyłam na niego. Widać że nie chciał tego powiedzieć, bo jego policzki momentalnie zrobiły się całe czerwone.
-Dziękuję.-powiedziałam i posłałam mu mój najlepszy uśmiech, oczywiście to było moje zdanie, nie wiem jak widzieli to inni.
-Nie ma za co.-odparł.-Chodź .-dodał i wyciągnął w moją stronę dłoń, złapałam ją nie pewnie i ramię w ramię ruszyliśmy do reszty.


*

-Lou może byś tak na pomógł?-zapytał Zayn, patrząc wyczekując na szatyna.
-Ale mi jest tu tak dobrze, a wam na pewno idzie to lepiej beze mnie.-odparł i dalej siedział razem z nami.
-Lou natychmiast bo razem z El nie będziecie mieli gdzie spać!-podniósł głos Harry, ale chłopak nic sobie z tego nie zrobił.
-Lou rusz ten seksowny tyłek i rozłóż nam ten głupi namiot!-krzyknęła na niego brunetka.
-Jezu, weźcie sobie coś na uspokojenie bo żyłka wam pęknie.-mówiąc to pomału zaczął się podnosić.
El była cała czerwona.
-Chyba muszę się przejść.-powiedziała i wstał ze swojego miejsca.
-A będziemy Ci bardzo przeszkadzać jak pójdziemy razem z Tobą?-zapytałam.
-Jasne że nie, miała właśnie to zaproponować.-odparł.
-Chłopaki my idziemy zwiedzić trochę okolicę.-poinformował ich Danielle.
-Dobrze, ale nie oddalajcie się za bardzo.-mówiąc to Liam posłał w naszą stronę słodki uśmiech.
-Tak jest!-powiedziała przykładając do głowy rękę Willa.
Wybuchłyśmy głośnym śmiechami, a w tym momencie Harremu i Louisowi złożył się namiot, co wywołało u nas jeszcze większą falę śmiechu. Ruszyłyśmy przed siebie.
-No to teraz czas na ploteczki.-powiedziała Dan lekko odwracając się żeby sprawdzić czy któryś z chłopaków za nami nie idzie.
-Jakie ploteczki?-zapytałam.
-Pierwsze pytanie do Will: Co łączy Cię z Niallem?-zapytała ją brunetka.
-Co masz na myśli?-odparła pytanie  na pytanie.
-Jesteście razem?-zapytał tym razem El.
-Nie!-krzyknęła.
-Wszystko w porządku?-usłyszałyśmy krzyk Nialla.
-Tak spokojnie.-odkrzyknęła mu Dan.- I co?-zapytał.
-On tylko mi pomaga.-odpowiedziała moja młodsza siostra.
-Pomaga? W czym?-zapytał Perrie.
-Z uporaniem się z przeszłością.-odparła i usiadał na piasku patrząc jak słońce zachodzi.
Dziewczyny popatrzyły na mnie pytająco, pokręciłam głową dając im przez to znać żeby nie pytały o nic więcej.
-Nie chcecie wiedzieć z jaką przeszłością?-zapytał odwracając się w naszą stronę Willa.
-Jak będziesz gotowa sama nam powiesz, nie mamy zamiaru naciskać.-odparła jej El, a pozostałe dwie przytaknęły.
-Dziękuję.-odpowiedziała uśmiechać się lekko.-No to teraz może Liz?-zapytała, zmieniając temat.
-Właśnie!-pisnęła Dan.
-O nie, nie odpowiadam na wasze dziwne pytania.-powiedziałam.
-No weź, nie bądź taka.-prosiła mnie Pez.
-No dobra, dawajcie.-uległam im, raz kozi śmierć.
-Co łączy Cię z Harry.?-zapytał El, szczerze wiedziałam że o to zapytają.
-Nic.-odparłam spokojnie.
-No tak, tak i ty myślisz że Ci uwierzymy?-zapytała Dan.
-Ale to prawda, może już sobie tak nie dogryzamy ale nic między nami nie ma.
-No na pewno, ale uwierz starszym koleżankom.-powiedziała El.-Nie długo COŚ będzie.-dodała podkreślając to jedno słowo dobitnie.
-A weźcie!- mówiąc to wybuchłam śmiechem, a one wszystkie za raz po mnie.
-A wam jak się układa z chłopakami?-zapytał Willa.
-Idealnie.-odparła El.
-Znakomicie.-odpowiedziała Perrie.
-Nieziemsko.-  powiedziała Dan.
-No to rozgadałyście się, nie ma co.-podsumowałam.
-A co mam Ci streszczać co robimy jak nikt nie patrzy?-zapytał Eleonor.
-Broń Boże, nie chce tego wiedzieć.-pisnęłam wymachując rękami.
-No wiesz co, czytamy poezję.-odparła mi.
-Dobra, dobra jak to teraz nazywa się czytaniem poezji , to niech tak będzie.-powiedziała Danielle, a brunetka popchnęła ją lekko. –Ej!-krzyknęła i zrobiła to samo.


*

-To jak dzielimy się namiotami?-zapytał Lou ruszając śmiesznie brwiami.
 Siedzieliśmy w kręgu wokół ogniska.
-No chyba proste: ty i El, Zayn i Perrie, Liam i Dan, ja i Willa, no i Harry i Niall.-powiedziałam.
-Nie chce być z Niallem w jednym namiocie!-krzyknął loczek.
-Niby czemu?-zapytałam.
-Bo on puszcza bonki.-poskarżył się jak małe dziecko.
-Jak i każdy.-powiedziałam.
-No weźcie, nie róbcie mi tego.-patrzył na każdego błaganie.
-Sorry stary nie piszę się na to.-powiedział do niego Zayn.
-Ja też nie.-powiedzieli równo Li i Lou.
-Dziewczyny?-zapytał patrząc na mnie i Wille.
-Spoko Harry mówisz tak jakby mnie tu nie było, może ja też nie chce z tobą spać?-zapytał blondyn.
-Liz proszę.-mówiąc to loczek klęknął przede mną na kolana.
-Nie!-powiedziałam stanowczo, wtedy zrobił oczy  kota ze Shreka.-Nie!-powtórzyłam.
Loczek zrezygnował  podszedł do Nialla.
-Teraz ty próbuj.-powiedział.
-Willa?-powiedział takim przymilającym się głosem. Brunetka popatrzył w moją stronę.
-I co robimy?-zapytała.
-Chcesz tego?-zapytałam.
-Przecież to tylko na noc, chyba nic złego się nie stanie.-odparła.
-No dobra.-powiedziałam i popatrzyła na chłopaków.
-Co powiedziałaś?-zapytał Harry.
-Dobra.-powtórzyłam.
-Kocham Cię Liz, ratujesz mnie!-krzyknął i rzucił się na mnie.
-Harry chyba powinieneś mówić to mi, a nie jej.-powiedziała Willa.-To ja mam być zagazowana przez Nialla nie Liz.-dodała, a wszyscy wybuchli śmiechem.
-Zagazowana?-zapytał blondyn.
-A nie?-zapytała.
-Oj słońce teraz będzie gorzej.-mówiąc to wziął ją na ręce i szedł z nią w stronę wody.
-Nie proszę! Nialla nie rób tego, ja tylko żartowałam. –krzyczał brunetka.-Ta woda jest zimna, proszę nie!-ale na nic były jej krzyki w tym momencie był już cała mokra. Najlepsze było to że nie była dłużna blondynowi i wskoczyła mu na plecy co spowodowało że oboje leżeli cali mokrzy w wodzie. Śmiałam się w głos, z resztą jak wszyscy pozostali. Nagle poczułam na sobie czyjeś ręce.
-Harry jeśli to zrobisz będziesz spał z Niallem.-ostrzegłam go.
-Dobra to już nie.-powiedział i usiadł obok mnie.
-Widzisz, jak chcesz możesz mnie słuchać.-mówiąc to zaśmiałam się, za co zostałam popchnięta.
-Kiedyś Cię zabiję.-syknęłam w jego stronę.
-Tak wiem Liz, ja też Cię kocham.-powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Kretyn.-mówiąc to i tak uśmiechałam się od ucha do ucha.



***

Przepraszam za wszystkie błędy.


Nie wiem, naprawdę nie wiem co mam napisać ;P
Po wczorajszym dniu jestem jakaś dziwna :D 
Ale w pozytywnym znaczeniu, miała miejsce przygoda którą zapamiętam do końca życia ;))

Dziękuję za komentarze ;***
Kocham Was ;D
Do następnego ;))

Zapraszam na:

One day  


czwartek, 7 lutego 2013

6.


Willa


Czułam jak ktoś delikatnie swoim palcami jeździ po mojej ręce. Delikatnie uniosłam powieki do góry. Po mojej prawej stronę siedział Niall i to właśnie on dotykał moją rękę.
-Która godzina?-zapytałam lekko zaspana.
-11.-odpowiedział i popatrzył w moja stronę.
-Dlaczego tu jesteś? Gdzie Liz?
-Siedzimy z Tobą całą noc, a Liz wyszła po coś do picia.-odparł.
-Nie musieliście.-powiedziałam.
-Uwierz musieliśmy.-mówiąc to patrzył prosto w moje oczy, szybko uciekłam wzrokiem w bok.
-Dziękuję.-szepnęłam, modląc się żeby nie usłyszał.
-Nie ma za co.-odpowiedział, a ja przymknęłam powieki.
Zapadła cisza, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Drugi raz w życiu nie miałam pojęcia co mam zrobić. Po moich policzkach popłynęły łzy.
-Willa czemu płaczesz?-zapytał lekko dotykając moje twarzy.
-Nie ważne.-odparłam odpychając jego rękę i wycierając policzki.
-Dlaczego jesteś tak?-zapytał znowu.
-Niby jaka?-odparłam pytaniem na pytanie.
-Nie dajesz do siebie dotrzeć, jesteś zamknięta, ale umiesz komuś dogryźć. Tylko Liz wie o Tobie wszystko.-powiedział.- Dlaczego jesteś tak?-zapytał ponownie.
-Raz to zrobiłam, źle się to skończyło. Nie chce żeby to co wtedy się powtórzyło.-odparłam, patrząc w ścianę.
-Opowiesz mi o tym?-zapytał delikatnie.
-Co?-zapytałam.
-Opowiesz?
-Niby co chcesz wiedzieć?-zapytałam ponownie.
-Kto to Tony?- kiedy usłyszałam jego imię, po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy.-Jeśli nie chce o tym rozmawiać zrozumiem.-dodał po chwili.
Wzięłam głęboki wdech i wstałam odrzucając kołdrę na bok. Byłam przebrana.
-Kto założył mi piżamę?-zapytałam.
-Liz.-odpowiedział szybko.
-To teraz jeśli możesz to wyjdź.-poprosiłam, chłopak spuścił głowę i wyszedł z mojej sypialni.
Stanęłam przed szafą i patrzyłam bez namiętnie na swoje ubrania. W końcu zdecydowałam się na niebieską koszule w kratę, krótkie czarne spodenki i niebieskie conversy. Z tym wszystkim skierowałam się do łazienki, kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, sama siebie nie poznałam. Wyglądałam okropnie, rozmazany tusz do rzęs, potargane włosy i do tego jeszcze ta słodka różowa piżama. Można było powiedzieć że jestem wrakiem człowiek. Podpuchnięte oczy, pewnie od płaczu. Nic dziwnego wczoraj pierwszy raz od półtora roku powiedziałam to co leżało mi na sercu. Choć nie do końca wszystko.
Szybko weszłam pod prysznic, chciałam zmyć z siebie to co miało miejsce wczorajszej noc. Czuło chęć zapalenia,potrzebowała choćby jednego bucha skręta.
-Dasz radę, Willa.-powiedziałam do siebie na głos. Wyszłam spod prysznica , dokładnie wytarłam się ręcznikom i założyłam przygotowane rzeczy. Włosy rozczesałam i lekko podsuszyłam. Bez makijażu zeszłam na dół, nie było sensu malować się. Bo nawet to nie zakryło by moich worków pod oczami.
Weszłam do kuchni, przy stole siedział sam Niall.
-Gdzie reszta?-zapytałam, a chłopak podniósł na mnie swój wzrok.
-Poszli na zakupy.-odparł.
-To nawet lepiej.-powiedziałam i odwróciłam się do wyjścia.-Idziesz?-zapytałam patrząc na niego idąc tyłem.
-Ale gdzie?-zapytał.
-Chciałeś żebym Ci opowiedziała dlaczego jestem tak a nie inna, no nie?-zapytałam.
-No tak.
-Więc chodź.-odparłam i otworzyłam drzwi. Blondyny patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.-Czyli już nie chcesz tego wiedzieć?-zapytałam.
-Chce!-powiedział otrzepując się z zamyślenia i podszedł do mnie. Ramie w ramię wyszliśmy z domu, a później zaczęłam go prowadzić.
-Dokąd idziemy?-zapytał po chwili ciszy.
-Zobaczysz.-odparłam, dalszą drogę przeszliśmy w ciszy.
Po pół godziny staliśmy przed bramą cmentarza.
-Dlaczego akurat cmentarz?-zapytał Niall.
-Zobaczysz.- znów powiedziałam tylko to słowo. Weszłam przez bramę, a on za mną. Ruszyłam trzecią alejka, drogę znałam na pamięć. W połowie drogi zatrzymałam się. Blondyn popatrzył na mnie pytająco. A ja sama zadawałam sobie pytanie w środku. Czy jestem w stanie stanąć w tym miejscy znowu? Po półtorarocznej nieobecności tutaj? Pokręciłam głową, ale i tak ruszyłam dalej. Po chwili byliśmy na miejscu.
-To tutaj.-powiedziałam do chłopaka, popatrzyłam w jego stronę.
-Dlaczego?-zapytał, a ja przykucnęłam przy nagrobku i ręka przetarłam go. Uśmiechnęłam się lekko kiedy popatrzyłam na zdjęcie Tony'ego.
-To jest Tony.-powiedziałam i pokazałam wstając zdjęcie chłopaka.-Był dla mnie kimś więcej niż kolega czy przyjacielem.-dodałam, a Niall stał i patrzył na mnie wyczekując dalszego ciągu, wzięłam głęboki wdech.-Może zacznę od początku.
-Tak byłoby najlepiej.-poparł mnie.
-Dwa lata temu razem z Liz trzymałyśmy się z Jeremym, Tonym i resztą paczki. Więzi które łączyły mnie z wszystkimi innymi nie można było nazwać przyjaźnią, tylko z nim-tu pokazałam na grób.-jakoś mi to wychodziło. Włóczyłyśmy się z nimi każdego dnia, nie wiem czy Liz tego chciała ale to robiła. Bo ja byłam zapatrzona w starszych chłopaków.- przy tych słowach lekko przygryzłam wargę.- Po jakimś czasie Jer dał mi do spróbowania odrobinę marihuany, pamiętam to jak dziś. Dusiłam się dymem jak nie wiem co. Później było już z górki, brałam wszystko nawet czasami nie wiedziałam co to jest, bo po co mi to. Jakoś tak wyszło że z Tonym stworzyliśmy parę, byłam małą smarkulą która nie powinna spotykać się wtedy z dziewiętnastoletnim chłopakiem, Liz wplątał się w związek z Jeremym, ale ona nic nie brała, po prostu chodziła tam tylko ze względu na mnie, a później i dla niego.-przerwałam na chwilę.- Wszystko było ładnie pęknie,ale do czasu. W pewnym momencie o tym wszystkim dowiedział się ojciec, zawiadomił policję że nie daleko parku przesiadują narkomani, wtedy był przekonany że jesteśmy razem z Liz u Megan, naszej wspólnej koleżanki ze szkoły.-przerwałam po raz kolejny.
-Jak się domyślam byłyście w parku.-powiedział Niall, a ja tylko pokiwałam głową.
-Tak, ale to nie było najgorsze. Ktoś zaczął strzelać, a policja odparła atak.-mój głos załamał się.- To Tony dostał, umierał na moich rękach, a ja nic nie mogłam zrobić. To ja powinnam tam zginąć.-powiedziałam, a blondyn przytulił mnie do siebie.
-Nie mów tak Willa.-odparł.
-Ty nie rozumiesz, on zasłonił mnie.- mówiąc to spojrzałam w jego oczy.- Masz takie same oczy jak on.-powiedziałam i znowu wybuchłam płaczem.
-Poświęcił się dla osoby którą kochał.-odpowiedział mi.
-Nie powinien tego robić. Mogła tam zginąć. Bez niego nie mam już nic.-powiedziałam.
-Nie masz nic? A co z Liz, Paulem, Claudią, Michaelem, Clodagh? Co z chłopakami? Co ze mną?-zapytał i patrzył na mnie takim wzorkiem.
-Ja go kochałam!-podniosłam głos.
-Myślisz że on chciałby żebyś żyła wspomnieniami? Chciałby żebyś zatrzymała się w tamtym okresie?
-Nie wiem Niall, ja po prostu nie wiem.-odparłam, mówiąc to odwróciłam się od niego i przeszłam się kawałek.
-Pamiętaj: nigdy nie jest za późno, aby znów pokochać. Nigdy nie jest za późno, aby znowu być szczęśliwym.- powiedział, a po moich policzkach znowu popłynęły łzy, pokręciłam głową.
-I co mam tak po prostu o nim zapomnieć?-zapytałam.
-Ja nie mówię żebyś zapomniała, ja mówię żebyś po prostu ruszyła dalej. Żebyś zaczęła żyć na nowo.-odparł.
-Nie umiem.-powiedziałam.
-Oboje wiemy że to nie prawda, umiesz.-odpowiedział.-Tylko po prostu boisz się że go zranisz jeśli pokochasz kogoś innego. Rozumiem Cię, ale on będzie się tylko z tego cieszył.-popatrzyłam w jego oczy, były jak jego.
Może to jakiś znak. Może powinnam żyć teraźniejszością, a nie przeszłością?
-Dziękuję Niall.-powiedziałam, podeszłam do niego i wtuliłam się w niego.
-To ja dziękuję, że opowiedziałaś mi swoją historię.-odparł.
-Ale to nie jest cała historia.-odpowiedziałam.
-Jak to?-zapytał.
-No tak, ale to nie jest miejsce aby ją kończyć.-powiedziałam, on tylko pokiwała głową.-Zostawisz mnie na chwilę samą?-zapytałam.
-Jasne.-odparł i odszedł w kierunku  bramy.
Popatrzyłam z tęsknotą na zdjęcie przyczepione do nagrobka.
-Myślisz że on mam racje? Mogę już ruszyć dalej? Pozwalasz mi na to?-zadawałam pytania, choć wiedziałam że nie dostanę odpowiedzi.-Pamiętaj Tony już na zawsze zostaniesz moją pierwsze miłością, nie pokocham nikogo tak jak Ciebie. Obiecuję.-powiedziałam, podeszłam bliżej płyty i drżącymi palcami przejechałam po zdjęciu.-Kocham Cię Tony.-wyszeptałam, a po moim policzku tym razem spłynęła pojedyncza łza. Popatrzyła ostatni raz na jego grób i ruszyłam w ślad za blondynem. Po chwili jednak zawróciłam i weszłam tym razem w piątą aleje. Szybko dotarłam na miejsce, tym razem patrzyłam na zdjęcie mamy. Była śliczną kobietą.
-Hej mamo.-powiedziałam łamiącym się głosem.-Przyszłam w odwiedziny do Tony'ego, a tak naprawdę w końcu komuś oprócz Ciebie opowiedziałam o tym co było kiedyś. Tą osobą jest Niall, pewnie kojarzysz.-mówiąc to zaśmiałam się.-Jest w zespole którego menadżerem jest tata. Nie wiem dlaczego właśnie jego wybrałam, żeby powiedzieć mu o tym co było. Chociaż nie, wiem. On martwi się o mnie, dba, jest jak dobry duch który nade mną czuwa. Może to Ty i Tony zesłaliście go na moją drogę, ale dlaczego teraz? Przecież wcześniej go nienawidziłam? Co się w mnie zmieniło?- przerwałam na chwilę.-Nie, tylko nie mów że zaczynam coś do niego czuć. Może i tak jest, ale Tony.-znów przerwałam.-Tak, wiem mam ruszyć dalej, ale czy on naprawdę pomoże mi w tym? Hmmm, myślisz że tak. Dobrze, mamo spróbuję.-skończyłam i znów ruszyłam w stronę bramy, tym razem udało mi się wyjścia.
-Jestem.-powiedziałam do chłopaka który opierał się o jedną z kolumn.
-To gdzie teraz idziemy?-zapytał, poprawiając koszulkę.
-Do parku.-odparłam.
-Willa.
-Spokojnie nie do tego parku.-powiedziałam i ruszyłam przed siebie, chłopak podbiegł i zrównał ze mną krok.
-Zaczniesz już teraz, czy później?
-Jak będziemy na miejscu.-odpowiedziałam, resztę drogi nic nie mówiliśmy. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu.
Usiadłam na ławce którą tak dobrze znałam, a Niall za raz obok mnie. Popatrzyłam na wodę przed nami i znów wróciły wspomnienia.
-Po śmierci Tony'ego nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca, ojciec i Liz w jakiś sposób próbowali do mnie dotrzeć ale ja trzymałam ich na dystans.-powiedziałam.- Większość czasu spędzałam właśnie tutaj, co ja mówię cały mój czas. Przestałam chodzić do szkoły, załamałam się. Siedząc tu widziałam wiele szczęśliwych par, to jeszcze bardziej sprawiało że czułam się tak jakby pusta, bo przecież jego już nie było. A wiesz co w tym wszystkim było największym błędem?-zapytałam patrząc na niego, on tylko pokręcił głową.-Nie przestałam brać.-odparłam.-Robiłam to nawet częściej niż przedtem. Nie umiałam z tym skończyć , to pomagało mi przetrwać to całe gówno.- przerwałam na chwilę, przełknęłam głośno ślinę.-Po jakimś czasie znów zaczęłam spotykać się z Jeremym i resztą, ale już bez Liz i Tony'ego. Bo jak on mógł się z nami spotykać?-zapytałam sama siebie i zaśmiałam się lekko.- Uzależniłam się. Ojciec podjął decyzję że odda mnie do kliniki dla takiej młodzieży jak ja. Kiedy się o tym dowiedziałam uciekłam z domu, ale no cóż udało im się mnie znaleźć. A wiesz kto mnie wydał?-zapytałam.
-Liz?-odpowiedział pytaniem na pytanie, ja tylko pokiwałam głową.
-Wtedy nie chciałam jej za to znać, nie odzywałam się do niej przez cały okres kiedy byłam w klinice, ale później zrozumiałam że chciała żebym była znowu taka jak przed tym wszystkim.
-A teraz chcesz wrócić do tego co było?-zapytał ponownie.
-Nie.-odparłam.
-To dlaczego to zrobiłaś?-zapytał znów.
-Przestraszyłam się.-powiedziałam.
-Czego?-zapytał.
-Ciebie, że chcesz mi pomóc. Że się o mnie troszczysz, że stajesz się dla mnie kim ważnym, co jest z mojej strony nie możliwe.-odparłam i popatrzyłam w jego oczy.
-Masz racje martwię się, bo czuję że jesteś dla mnie ważna.-powiedział, delikatnie dotykając mojego policzka. Przymknęłam powieki.
-Ale ja nie mogę.-powiedziałam.
-Musisz zacząć żyć Willa.-odparł, a na swoim policzku poczułam jego wargi.-Ja Ci w tym pomogę.-dodał, pokiwałam tylko głową.
-Dziękuję Niall.-wyszeptałam.
-Nie ma za co, Willa.


***

Przepraszam za wszystkie błędy.


Co Wy na to? :P
Jakoś ten rozdział pisało mi się lepiej ;)) 
A ta cała opowieść o przeszłości powinna wyglądać trochę inaczej, no ale trudno w głowię fajniej to było ułożone ;(
I tak teraz mam ferie :D 
Nie wiem jeszcze czy gdzieś pojadę, ale myślę nad wyjazdem do brata do Rzeszowa ;) ale to się jeszcze zobaczy, ciekawe czy będzie chciał mnie mieć na głowę ;P 

Opinię jak zawsze pozostawiam wam ;))

Dziękuje za komentarze ;***
Kocham Was :D 
Do następnego ;))

Zapraszam na:

One day


piątek, 1 lutego 2013

5.


Elizabeth


Pomału otwierałam ciążące powieki. Najpierw prawe oko, lekko rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Byłam w swoim pokoju. Następnie lewe oko. Ostrość widzenia polepszyła się, lekko podniosłam się na rękach.
Głowa bolała mnie i to strasznie, a w dodatku nic nie mogłam przypomnieć sobie z wczorajszego wieczoru. Ziewnęłam, a w tym samym momencie zauważyłam że na fotelu przy łóżku śpi Harry. Moje źrenice momentalnie rozszerzyły się. Co on tu robi?
-Harry.-powiedziałam zachrypniętym głosem, brunet lekko poruszył się ale dalej spał.-Harry.-powtórzyłam, dalej nic.-Styles do jasnej cholery obudź się!-podniosłam głos, a on tak przestraszył się że aż spadł z fotela.- Mogę wiedzieć co robisz w moim pokoju?-zapytałam.
-Eee....-za jąkała się.
-Tak?-zapytałam.
-Śpię?
-A dlaczego śpisz u mnie?
-Nie ważne już wychodzę.-odpowiedział i wstał z podłogi.
-Harry!-krzyknęłam za nim, choć był to wyczyn dla mojego gardła. Szybko odrzuciłam kołdrę i wstałam z łóżka. Na sobie miałam ubrania z wczorajszego wieczoru. Co się wczoraj działo? Zadawałam sobie cały czas jedno i to samo pytanie.
Od razu skierowałam się na dół, bo właśnie na schodach śmignęłam i sylwetka Stylesa.
Weszłam do kuchni a przy stolę, z głową na nim siedziała Willa.
-Hej młoda.-powiedziałam i lekko dotknęłam jej ramienia.
-Proszę Cię nic nie mów.-mówiła w moją stronę.
Zaraz po mnie do pomieszczenia weszli Lou, Liam i Zayn. Harry i Niall krzątali się po całej kuchni, chyba chcieli zrobić śniadanie.
-Czy ktoś powie mi jak dostałam się wczoraj do domu?-zapytałam, a Willa momentalnie podniosła głowę do góry.
-Ty też nic nie pamiętasz?-zapytała, a ja tylko pokiwałam głową.- O ja pier...
-Bez przeklinania.-przerwała jej Liam.
-Pierdziele.-skończyła brunetka i znów położyła głowę na stole.
Naglę Niall postawił dwie szklanki na stolę, jedną przede mną a drugą przed moją siostrą.
-Pijcie.-powiedział i wrócił do pomagania Harremu.
-A co to?-zapytała Willa.
-Nie ważne, wypij.-odparł jej blondyn.-Pomoże.
Popatrzyłam na zawartość szklanki, nie wyglądała za ciekawie, ale ze względu tego że czułam się jak zwłoki zaryzykowałam. Wzięłam odrobinę napoju do ust.
-To jest okropne!-powiedziałam i wyplułam to co miałam w buzi z powrotem do szklanki.
-Nie chodzi o to żeby smakował, ale o to żeby pomogło.-mówiąc to Harry, postawił przed mną nową szklankę.-Wypij do dona.-dodał.
Popatrzyłam na niego, zauważyłam że jego lewe oko jest podpuchnięte. Kiedy chłopak zauważył że się mu przyglądam, odwrócił wzrok. Szybko wstałam i podeszłam do niego. Złapałam jego twarz w ręce i zaczęłam dokładnej przyglądać się jego oku.
-Co Ci się stało?-zapytałam, ale brunet wyrwał mi się.
-Nic takiego.-odparł.
-Nic takiego?-zapytałam.-Masz podbite oko, a ty mówisz że to nic takiego?
-To naprawdę nic.-powtórzył.
-W tej chwili macie mi powiedzieć co się wczoraj działo.-zażądałam, chłopaki tylko popatrzyli po sobie.-Już!-podniosłam głos.
-To kto mówi?-zapytał Zayn.
-Liam.-powiedzieli równo, a my razem z Willą patrzyłyśmy na niego wyczekująco.
-Więc?-zapytałam.
-Po tym jak Nialla i Willę wyrzucili z klubu...
-Że co?-zapytała moja siostra.
-Przykro mi tą historię musi odpowiedzieć Ci Niall bo my nic na ten temat nie wiemy.-powiedział do niej chłopak, a ona patrzyła w stronę blondyna.
-Później.-tylko tyle powiedział do niej.
-Liam dalej.-popędziłam chłopaka.
-Dobra to tak w skrócie ich wyrzucili, a my zostaliśmy. Na początku bawiłaś się z nami, ale później zaczęłaś tańczyć z różnymi typami.-powiedział.
-Wyglądali na dilerów albo gwałcicieli.-dodał Harry, popatrzyłam na niego, a on tylko spuścił głowę.
-Harry ma racje, tak właśnie wyglądali. Naglę zauważyliśmy, właściwie lokowaty zauważył że idziesz, a raczej jedne z tych typów ciągnie Cię w stronę łazienki, więc szybko tam pobiegliśmy. Ten gość chciał Cie wykorzystać, Harry wkroczył do akcji i jak widzisz ma po tym pamiątkę.
-Ale on też oberwał.-jak zawsze brunet musiał wtrącić swoje pięć groszy.
-Dobrze Harry.-odparła mu Lou.-Dalej Liam.
-I wtedy jak już przerwaliśmy zamiary tego gościa, wyszliśmy z klubu. Harry przyniósł Cię do domu bo tak jakby urwał Ci się film. To tyle.-skończył.
-To dlatego spałeś w moim pokoju?-zapytałam.
-No tak.-odparł, a ja podeszłam do niego.
-Dziękuję.-powiedziała i przytuliłam się do niego.
-Nie ma za co.-odpowiedział.
-Myślałam że mnie nie lubisz.-powiedziałam.
-Nie ma znaczenia czy Cię lubię czy nie, nie pozwoliłbym skrzywdzić nikomu jakiejkolwiek dziewczyny.
-Bardzo dobrze Harry.-odparłam ze łzami w oczach.
-Ej nie płacz, jest dobrze.-powiedział i przytulił mnie.
-Ale to przeze mnie masz limo.-odpowiedziałam.
-Spokojnie do wesela się zagoi.-mówiąc to zaśmiał się.
-To może teraz coś o moim powrocie do domu?-zapytała Willa, która ocierała łzy z policzków.-I przepraszam Liz nie powinnam była Cię spuszczać z oczu, przepraszam.-powtórzyła, a ja rozłożyłam ręce w jej stronę, a ta wtuliła się we mnie.
-Nie masz za co mnie przepraszać.-powiedziałam.
-Kocham Cię.-wyszeptała w moje włosy.
-Ja Ciebie też Willa.-odparłam.-A teraz wysłuchajmy co ty zrobiłaś.-dodałam i obie popatrzyłyśmy w stronę blondyna.
-Po tym jak nas wyrzucili z klubu, strasznie na mnie krzyczałaś że to moja wina i mówiłaś że sama wracasz do domu, później zrobił Ci się nie dobrze i zwymiotowałaś na środku ulicy, oczywiście nie chciałaś mojej pomocy ale jak nie dałem tak łatwo się spławić i trzymałam Twoje włosy. Następnie i tak ruszyłaś przed siebie, ale w pewnym momencie powiedziałaś że jesteś zmęczona, więc wziąłem Cię na ręce, a ty usnęłaś. Wróciliśmy do domu i przez całą noc czuwałem gdybyś znów wymiotowała albo coś.-powiedziała Niall, a Willa patrzyła na niego nic nie powiedziała.
-Willa może podziękujesz?-zapytałam.
-Nie.-powiedziała.
-Willa!
-Nie będę mu dziękować, bo pamiętam wszystko to co był przed wyrzuceniami nas z klubu.-odparła, wstała od stołu i wyszła.
-Co było przed tym?-zapytałam.
-Najpierw kazał przestać mi pić, jak mu się postawiłam i pokazałam jakoś tępą dzidę z którą bez problemu może się przylizać odpuścił.-odpowiedziała mi Willa która wróciła do kuchni, chyba po tym jak usłyszała moje pytanie.-Później zapaliłam papierosa, to znowu się przyczepił i zaczęliśmy się kłócić, w tym momencie chyba wywalili nas z tego pieprzonego kubu.-skończyła i znowu opuściła pomieszczenie, ale tym razem chyba na dobre bo słyszałam jak drzwi od jej pokoju zamykają się z hukiem.
-Niall?-zapytałam.
-Tak?
-To prawda?-znów zadałam pytanie.
-Mniej więcej.-odpowiedział.
-A Twoim zdaniem co jest prawdę?-tym razem zapytał Lou.
-Tak prosiłem ją żeby przestała pić, tak zabrałem jej papierosa i zaczęliśmy się kłócić i to dlatego nas wywalili z tego klubu.-powiedział.-Ale nie przelizałem się z tamtą dziewczyną, była za tępa.-dodał.
-Tak to że była tępa wiemy wszyscy, wystarczyło na nią spojrzeć.-powiedział Zayn.
-Malik!-podniósł głos Liam.
-No co tak prawda.-odpowiedział.
-Wiecie co ja pójdę do siebie.-powiedziałam i wstałam od stołu.
-Iść z Tobą?-zapytał Harry.
-Nie, dzięki.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego lekko.

*

-Willa?-zapytałam, lekko uchylając drzwi od jej pokoju. Zero odpowiedzi. Kiedy rozglądnęłam się po jej pokoju zauważyłam że jej tam nie ma. Szybko zeszłam na dół, był już wieczór. Trochę sobie pospałam.
-Widzieliście Wille?-zapytałam wchodząc do salonu, gdzie chłopaki grali w jakieś gry.
-Nie, a coś się stało?-odpowiedział pytaniem na pytanie Niall.
-Nie ma jej w pokoju.-powiedziałam i pobiegłam na górę po telefon. Za mną szli wszyscy.
Blondyn wparował do pokoju brunetki, kiedy zobaczył że mówię prawdę przeklną pod nosem.
Dopadłam do mojego telefonu i szybko wybrałam numer siostry.
-Hej Liz co tam?-usłyszałam jej radosny głos.
-Gdzie jesteś?-zapytałam, moje serce waliło jak młot.
-U znajomych.-odparła.
-Których?-zapytałam znowu, lekko podnosząc głos. Chłopaki stali w drzwiach i patrzyli na mnie wyczekująco.
-U dobrych znajomych, jeśli chcesz to wpadaj.-powiedziała i zaśmiała się głupkowato.
-Jesteś u Jeremy'ego?-zapytałam, miałam cicha nadzieje że jednak odpowie że nie.
-Bingo siostrzyczko, więc znasz adres możesz przyjechać.-powiedziała i wybuchła głośnym śmiechem.
-Co wzięłaś?-zapytałam, chłopaki popatrzyli na mnie jeszcze dziwniej.
-Nic takiego.-odparła.
-Willa! Mów!
-Jak przyjdziesz Jer na pewno da Ci to samo nie bój się.-odparła i rozłączyła się.
Wiedziałam że tak to się skończy. Bezradnie usiadłam na łóżku.
-Gdzie ona jest?-zapytał blondyn.
-U Jeremy'ego.-odparłam.
-Kto to Jeremy?-zapytał Harry.
-Nie znacie go?-zapytałam.
-Niby dlaczego mamy go znać?-zapytał Liam.
-Nie ważne.-odparłam. Wstałam, wzięłam kurtkę i skierowałam się na dół.
-Liz gdzie idziesz?-zapytał Lou.
-Ratować tyłek mojej siostry.-odparłam odwracając się.
-Idziemy z Tobą.-powiedzieli chórem.
-Lepiej nie.-odpowiedziałam.
-Dlaczego?-zapytał Niall.
-Lepiej żebyście nie wiedzieli.-powiedziałam znowu, Malik w dziwny sposób przyglądał mi się.
-Liz wiem o co Ci chodzi.-powiedział spokojnie.
-Słucham?-zapytałam.
-Wiem kim jest ten cały Jeremy.-odparł.
- To wiesz dlaczego muszę po nią iść, nie pozwolę wpakować jej się w bagno po raz kolejny.-odpowiedziałam.
-Jak to po raz kolejny?-zapytał mulat.
-Dwa lata temu tak samo się zaczęło, to dlatego ojciec wysłał najpierw mnie a później Wille to tej szkoły z internatem.-powiedziałam.
-Ale dlaczego najpierw Ciebie?-zapytał znów.
-Domyśl się.-odparłam, chłopak patrzył na mnie uważnie.
-Idziemy.-powiedział stanowczo.
-Nie, idę sama.-powiedziałam stanowczo.
-Gdzie idziecie?-zapytał tata wchodząc do domu.
Popatrzyłam na chłopaków, błagałam w myślach żeby tylko nie wydali gdzie jest Willa.
-Na spacer.-odpowiedział mu Liam.
-A ja przyszedłem po was żebyście wpadli na kolacje i opowiedzieli jak to było wczoraj na imprezie.-powiedział.
-Wiesz chcieliśmy się właśnie trochę przewietrzyć, może przełożymy tą kolacje na jutro?-zapytałam.
-Dobrze nie ma sprawy.-powiedział i uśmiechnął się w moją stronę.-Widzę że się dogadaliście, cieszy mnie to.
-Nas też.-opowiedzieliśmy chórem.
-Okej nie zatrzymuje Was już, idźcie.-powiedział i też odwrócił się w stronę drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Naglę odwrócił się z powrotem.-A gdzie jest Willa?-zapytał.
-Willa...-zaczęłam, ale przerwał mi Harry.
-Willa jest-patrzyłam na niego błagalnie, prosząc żeby nic nie powiedział.- już w parku, czeka tam na nas.-skończył wreszcie. Kamień spadł mi z serca.
-A chyba że tak, to na jutro umawiamy się na kolacje?-zapytał, a my wszyscy ochoczo pokiwaliśmy głowami.-No to wspaniale, pędźcie nie każcie jej czekać. Willa nie lubi czekać.-dodał, a my szybko wybiegliśmy z domu.
Z tym miał racje Willa nie lubi czekać, teraz czekała na mnie. Zdziwi się jak zobaczy razem ze mną piątkę chłopaków których wręcz nienawidzi.
-To gdzie idziemy?-zapytał Harry który próbował dotrzymać mi kroku.
-Do parku.-odpowiedziałam.
- Pytam serio.
-A ja odpowiadam serio.
-Liz powiedź.
-Chyba dziś pierwszy raz słyszę jak zdrabniasz moje imię.-powiedziałam.
-Elizabeth!-powiedział trochę głośniej.
-Aha, czyli się skończyło.
-To gdzie idziemy.-zapytał znowu lokowany.
-Ile razy mam powtarzać, do parku.-odparłam.
-Harry przestań, w parku jest taka jedna melina.- powiedziała do niego Zayn.-Właśnie tam jest Willa.
-Że co?-zapytał Niall.
-To!-odpowiedziałam, denerwowali mnie. Tacy ułożeni chłopcy, nie wiedzą co to prawdziwe życie. Tylko praca, praca, praca.
-Jaki mamy plan?-zapytał Liam.
-Wchodzimy bierzemy Wille za fraki i wychodzimy, pasuje?-zapytałam.
-Dlaczego jesteś tak?-zapytał Harry.
-Jak?
-Tak ostra.
-Bo nie chce żeby przechodziła przez to ponownie, obiecałam sobie że więcej na to nie pozwolę.-odparłam.
-Ale na co?-zapytał Lou.
-Nie pozwolę jej się stoczyć.-odpowiedziałam.
-W jakim sensie?-zapytał Liam.
-Ona brała i z tego co mogę się domyśleć zaczęła znowu.-powiedziałam, wszyscy naglę zamilkli.
-Kiedy to było?-zapytał naglę Niall, milczałam.
Co miałam im powiedzieć, że to przez nich moja siostra stoczyła się na samo dno?
Nie mogłam tego zrobić.
Do tego jeszcze śmierć Tony'ego. Nie dała rady, wszystko kumulowało się w niej jak w loterii wygrana, aż w końcu wybuchło.
-Nie pamiętam.-odparłam cicho.
-Takie rzeczy się pamięta.-powiedział do mnie Malik.
-Masz racje, ale wolałabym żeby zostało to w tamtym czasie i już nie wracało.
Oni tylko pokiwali głowami, że rozumieją o co mi chodzi.
W tym momencie znajdowaliśmy się obok wejścia do"domu". Popatrzyłam na moich towarzyszy, wzięłam głęboki wdech i ruszyłam do środka.
-Liz słońce Ty moje jak dobrze że już jesteś.-powiedziała Willa i rzuciła się na moją szyję.-Ale nie musiałaś brać ze sobą ogona.-dodała kiedy zobaczyła chłopaków.
-Willa wracamy do domu.-powiedziałam i złapałam ją za rękę.
-Nigdzie nie idę.-odparła wyrywając mi się.
-Willa!
-Nie, weź swoich nowych przyjaciół i wracaj skąd przyszłaś.-odpowiedziała, zabolało.
-Willa proszę chodź z nami.-powiedział do niej Niall.
-Po co?-zapytała, a w jej oczach zbierały się łzy, było pewne wykrzyczy mu to teraz w twarz.-Po co do cholery?
-Pomożemy Ci.-odparł, a ona wybuchła śmiechem.
-Dobry żart Horan, pomożecie?-zapytała, on tylko kiwnął głową na tak.-A wiesz przez kogo zaczęłam z tym gównem? Wiesz?-krzyknęła do niego.
-Nie.
-Przez Was.-powiedziała i otarła łzy z policzków, patrzyłam na nią i nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa.-To wszystko wasza wina!
-Nie mów tak.-powiedział do niej Liam.
-Niby dlaczego? To przez Was mój ojciec nie zwracał na mnie uwagi, bo kto był ważniejszy? Oczywiście cudowna piątka. To wszystko wasza wina, to prze was Tony nie żyje, to całe gówno jest waszą winą, waszą.-krzyczała na cały głos, wokół nas zrobił się wielkie zgromadzenie.
-Willa.-powiedziałam szeptem, ona popatrzyła w moje oczy.-Proszę przestań.-dodałam.
-Nie mogę Liz, bo on mógł żyć.-powiedziała.-On by żył gdyby nie to.-dodała i osunęła się na kolana, szybko do niej podbiegłam i przytuliłam ja do siebie.-On zasługiwał na to żeby żyć, to ja powinnam zginąć nie on.-powtarzała w kółko.
-Chodźmy do domu.-powiedziałam szeptem, a ona tylko pokiwała głową. Wstałyśmy i ruszyłyśmy do wyjścia, chłopaki za nami.
-Nie tak szybko.-na naszej drodze staną Jeremy.
-Czego chcesz?-syknęłam.
-Kasa.-odparł.
-Za co?
-Za to co Twoja cudowna siostra wzięła.-odpowiedział z wielkim uśmiechem.
-Spierdalaj.-powiedziałam przez zęby.
-Ej kochanie nie zadzieraj ze mną.-mówiąc to złapał mnie za lewą rękę.
-Puszczaj.
-Co już na mnie nie lecisz?-zapytał, przez ramię zerknęłam na Harrego patrzył na nas ze zdziwieniem.-Widzę że teraz masz lepszą zabawkę.-mówiąc to parzył w stronę bruneta.
-Jer daj spokój.-poprosiłam.
-Kochanie, ja nie dam Ci spokoju.-mówiąc to przejechał palcem po moim policzku.-A teraz kasa.-dodał.
-Liz idźcie ja to załatwię.-powiedział Zayn.
-O Malik co szukasz kuzyna?-zapytał z szyderczym uśmiechem chłopak, a my wszyscy patrzyliśmy w stronę mulata.
-Powiedziałem idźcie.-powtórzył nie odpowiadając na pytanie Jeremy'ego.
Nie chciałam dłużej tu być, pociągnęłam Willę za rękę i wyprowadziłam ją ze tej meliny.Czwórka chłopaków ruszyła za nami.
Czekaliśmy na Malika przez dziesięć minut. A ja już wiedziałam skąd znał Jera. Popatrzyłam na Wille, która bezwładnie siedziała na ławce, moje serce krwawiło. Modliłam sie tylko żeby tata nie zauważył jak wracamy do domu. To byłaby masakra.
Po chwili doszedł do nas Zayn.
-Możemy iść.-powiedział chowając portfel do kieszeni, przy tym delikatnie ruszając palcami lewej ręki.
-Coś Ty zrobił?-zapytałam.
-Dostał po mordzie.-odpowiedział.-Po prostu wyręczyłem kogoś, bo wiem że chciał to zrobić.-tu popatrzył na blondyna.
-Jesteście nienormalni.-powiedziałam.
-Wiemy, teraz wracajmy.-powiedział Lou.-Kto bierze Willę?-zapytał.
-Ja.-odpowiedział Niall, w tym samym momencie brunetka podniosła głowę do góry.
-Nie ma mowy, dam sobie radę.-powiedziała.
-Wczoraj mówiłaś to samo, nie przerabiajmy tego ponownie.-powiedział i bez uprzedzenia wziął ją na ręce.
-Jesteś kretynem.-syknęła.
-Wiem.-odparł.
Ona coś do niego czuła.
Widać to było w jej oczach, ale bała się tego że Tony będzie na nią zły.


***

Przepraszam za wszystkie błędy.


O masakra, jakoś ostatnio nie mogę skupić się na pisaniu....
Może potrzebuję przerwy?
Nie mam pojęcia.

Jak zawsze opinię pozostawiam Wam ;)

Postać Jeremy'ego jest już dodana do bohaterów ;P


Dziękuje za komentarze ;***
Kocham Was :D
Do następnego ;))



Oczywiście zapraszam na drugiego bloga gdzie pojawiła się już 2:

One day 

 

piątek, 25 stycznia 2013

4.


Willa

-A Wy dokąd?-zapytał tata wchodząc do "naszego domu".
-Wychodzimy.-odpowiedziałam zerkając na niego przez ramię stojąc przed lustrem.
-Gdzie?-zapytał.
-Na miasto.-powiedziałam.
-Willa dokładnie!-podniósł głos.
-Z tego co wiem nie mieszkam już z Tobą więc mogę robić co chce.-mówiąc to stanęłam na przeciwko niego.
-Willa nie rób tego znowu.-poprosił.
-Niby czego?-zapytałam.
-Nie obwiniaj mnie za wszystko.-odparł.
-Przykro mi nie mogę tego zrobić.-odparłam.- I może lepiej zajmij się swoją cudowną piątką bo też gdzieś wychodzą.-kiedy to powiedziałam, jego mina była nie do opisania.
-Liam!-wydarł się na cały dom, to było pewne że oni są ważniejsi.
-Tak?-zapytała chłopak, schodząc z góry, dopinając guziki koszuli.
-Gdzie się wybieracie?
-A skąd to wiesz?- spojrzał na niego, a później na mnie. Uśmiechnęłam się wrednie i ruszyłam do pokoju po torebkę.
-Nie ma za co.-powiedziałam przechodząc obok bruneta, a ten tylko posłał mi uśmiech, on chyba nigdy nikomu nie powiedział nic niemiłego. Nie pasuję do tej czwórki debili.
-Paul to nie tak...-usłyszałam jak Payne chce wytłumaczyć zaistniałą sytuację mojemu ojcu.
-Willa?-usłyszałam głos Nialla.
-Tak?-zapytałam zrezygnowana, odwracając się w jego stronę.
-Wybierasz się gdzieś?-zapytał, mierząc mnie od góry do dołu.
-A jeśli tak, to co?-zdałam własne pytanie, nie odpowiadając na jego.
-Tylko pytam.-odparł
-Nie powinno Cię to interesować Niall.
-A jednak, interesuję.-powiedział.
-Nie wydaje mi się.-odpowiedziałam.
-Willa, martwię się.-mówiąc to zmusił mnie do tego aby spojrzała w jego oczy. Widać było w nich troskę, ale że niby o mnie? Nikt oprócz Liz nie troszczy się o mnie, to nie może być prawdziwe.
-Jestem już dużą dziewczynką, dam sobie radę.-powiedziałam przełykając głośno ślinę.- Znajdź sobie ktoś odpowiedniego do tego aby się o niego martwić. A teraz wybacz ale muszę iść po torebkę i zobaczyć jak tam Beth.-dodałam i odwróciłam się od niego.
-Willa!
-Dziękuję Niall że życzysz mnie miłej zabawy.-powiedziałam sarkastycznie.-Nawzajem.-dodałam i wchodząc do pokoju popatrzyłam na niego. Wyglądał na chłopaka który właśnie poniósł klęskę w próbie zdobycia dziewczyny. Był słodki, ale nie dla mnie.
-I jak gotowa?-zapytałam siostry.
-Można tak powiedzieć.-odparła.
-Co jest?-zapytałam.
-Mam dziwne przeczucia co to tego wyjścia.-odpowiedziała.
-Beth przestań, zawsze jak tak mówisz dzieje się coś niedobrego.-powiedziałam.
-To może zostaniemy w domu?-zapytała z nadzieją w głosie.
-O nie!-powiedziałam.-Idziemy i nie ma , nie.
-Oj Willa, dlaczego tak Ci na tym zależy?-zapytała mnie brunetka.
-Nie mogę dać satysfakcji ojcu i Niallowi.-odparłam, nie patrząc w jej stronę.
-Niallowi?-zapytała, ominęłam tatę, czyli coś przeczuwa.
-Yhym.-odparłam beznamiętnie, choć w środku coś się we mnie gotowało.
-Czy ja o czymś nie wiem?-zadała następne pytanie.
-Nie wiem o czym chcesz wiedzieć, to że nie lubię tej całej piątki wiesz doskonale.-mówiąc to popatrzyłam w na nią, mierzyła mnie wzrokiem.-Możemy już iść?-zapytałam chcąc zmienić temat.
-Tak, ale ta rozmowa Cię nie ominie nie myśl nawet o tym.-powiedziała, wzięła kurtkę, torebkę i wyszła z pomieszczenia. Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam to co ona, skierowałam się do mojego pokoju, zabrałam potrzebę rzeczy i zeszłam na dół. Kiedy przystanęłam przy wejściu do salonu gdzie stała Liz, zobaczyłam że na kanapie siedzi cała "cudowna piątka" a nad nimi tata. Mało co nie wybuchłam śmiechem.
-O dobrze że raczyłyście zejść, proszę.-powiedziała i wskazał na wolne miejsca.-Siadajcie tutaj.-dodał.
-Ale my właśnie wychodzimy, więc nie będziemy przeszkadzać.-odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Willa to nie było zaproszenia, macie usiąść i to bez wymówek.-powiedział, a ja popatrzyłam w stronę siostry która delikatnie kiwnęła głową i obie ruszyłyśmy na wyznaczone miejsce.
-Podobno wszyscy gdzieś się wybieracie.-powiedział w końcu.
-Brawo!-przerwałam mu.-To możesz przejść do sedna Twojej wypowiedzi, trochę śpieszymy się.-mówiąc to wskazałam na siebie i Beth.
-Willa jeszcze raz a nigdzie nie wyjdziesz.
-Założymy się?-zapytałam i popatrzyłam prosto w jego oczy. Wiedziałam że nie lubi utrzymywać kontaktu wzrokowego ze mną, ponieważ moje oczy podobno przypominały mu oczy mamy. Zapadła cisz, ojciec wpatrywał się we mnie z wyrzutem w oczach. Nie wytrzymałam to ja pierwsza odwróciłam wzrok, teraz chwilę zatrzymałam się na osobie blondyna. Patrzył na mnie inaczej, jak jeszcze nigdy. To nie było takie spojrzenie jak ostatnie, był nie do rozszyfrowania. Przerażała mnie. Spuściłam oczy na moje dłonie i zaczęłam bawić się palcami. Cisza która miała miejsce była nie zręczna, nie lubiłam czegoś takiego.- Powiesz o co chodzi?-zapytałam delikatnie nie patrząc na ojca.
-Pójdziecie na imprezę, ale pod jednym warunkiem.-powiedział w końcu.
-Jakim?-zapytali na raz Liz i Harry.
-Pójdziecie do jednego klubu całą siódemką.-odparł.
-Chciałeś powiedzieć dziesiątką.-poprawił go Liam.
-No tak dziesiątką.-powtórzył tata.
-Żartujesz?-zapytałam.
-Nie.
-Nigdzie z nimi nie pójdę.-powiedziałam i założyłam ręce na piersi.
-Jeśli chcesz możesz zostać w domu, to nie jest problem.
Patrzyłam na niego z otwartymi ustami. Pokręciłam głową i popatrzyłam w stronę Liz, podniosłam jedną brew do góry w niemym pytaniu. Ona tylko pokiwała głową.
-Dobra, niech już tak będzie.-mówiąc to popatrzyłam na Niall, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Zgadzasz się?-zapytał zdziwiony ojciec.
-Impreza z tą piątką albo wieczór przed telewizorem?- zastanawiałam się na głos.-Wiesz chyba jednak poświęcę się pójdę z nimi.-odpowiedziałam.
-To dobrze.-mówiąc to skierował się do wyjścia.-Andy idzie z wami.-dodała w progu.
-Że niby kto?-zapytałam.
-Andy, jeden z naszych ochroniarzy.-odpowiedział za niego Liam.
-Jaja sobie ze mnie robicie?-zapytałam znów, a Liz pokręciła głową.
-Uspokój się.-szepnęła mi do ucha.-Spróbujemy się jakoś ulotnić, a teraz powiedź że się zgadzasz.
-Dobra niech stracę.-powiedziałam.-Na co czekacie, może tak ogarnęlibyście się ja na was nie mam zamiaru czekać.-dodałam.
-Ale my już jesteśmy gotowi.-odpowiedział mi Zayn.
-Oj sorki nie zauważyłam.-mówiąc to zakryłam usta dłonią.
-Układałem te włosy przez godzinę, przecież są idealne.-zaczął nawijać Malik, popatrzyłam po wszystkich przerażona, a kiedy znów zatrzymałam wzrok na Niallu on pokręcił tylko głową.
-Co ja takiego powiedziałam?-zapytałam, kiedy czarnowłosy w szybkim tempie wybiegł z salonu i skierował się na górę, jak mniemam do swojego pokoju.
-Zayn ma fioła na punkcie swoich włosów, nie widziałaś o tym?-zapytał mnie Lou.
-A niby skąd mam to wiedzieć?
-Wszyscy to wiedzą.-powiedział trochę głośniej.
-Ja nie jestem wszyscy.-odparłam mu takim samym tonem i wyszłam z salonu. Wspięłam się po schodach i kiedy doszłam do drzwi sypialni Malika lekko zapukałam.
-Co?-zapytał wściekłym głosem.
-To ja.-powiedziałam pomału uchylając drzwi.-Twoje włosy wyglądają świetnie, powiedziałam tak bo widziałam że Twoje wyglądają dużo lepiej niż moje, przepraszam.-dodałam, tak dobre kłamstwo nie jest złe.
-Wiedziałem że o to Ci chodzi.-powiedział już milszym głosem chłopak.-To chodźmy już do tego klubu.-mówiąc to złapał mnie za rękę i pociągnął na dół.-Ludzie jedziemy!-krzyknął a w korytarzu pojawiła się cała piątka.
-Zayn tak szybko?-zapytał Nialla.
-Nie musiałem nic poprawiać, są idealne.-odpowiedział mu chłopak i wyszedł na dwór.
-Coś Ty mu zrobiła?-zapytał mnie blondyn.
-Magia.-odparłam i posłałam mu krótki uśmiech złapałam Beth pod rękę i razem wyszłyśmy przed dom.
-To jaki mamy plan?-zapytałam po cichu starsza siostrę.
-Nie mamy planu i to jest w tym wszystkim najlepsze.-odpowiedziała i wyszczerzyła w moją stronę zęby.
-Liz Higgins nie ma żadnego planu?-zapytałam trochę za głośno, bo cała piątka popatrzyła w naszą stronę. Ups!
-A po co wam plan?-zapytał Harry.
-Nie twój zakichany interes.-opowiedziała mu brunetka.
-Wiesz masz racje, nic mnie to nie obchodzi.-powiedział.-Zapytałem tylko z grzeczności.
-Z grzeczności?-zapytała i prychnęłam ze śmiechu.-Ty w ogóle wiesz co to grzeczność?
-Wyobraź sobie że wiem, ale nie używam jej w stosunku do osób które na to nie zasługują.-powiedział brunet, widziałam że w Liz już się gotowało.
-Spokojne.-złapałam ją za rękę.-Nie warto.-dodałam.
-Masz racie Willa.-popatrzyła na mnie i ruszyła w stronę samochodu, a ja za nią.-Nie warto.-powtórzyła moje słowa przechodząc obok chłopaka.
-Ty…-zaczął, ale nie skończył.
-Słyszałaś?-zapytała mnie Liz.
-Co takiego?
-Jakaś mucha brzęczała mi koło ucha.-ledwo co powstrzymałam śmiech, ona potrafi być wredna tak jak ja. To jest straszne.  

*

-To co robimy?-zapytałam kiedy wchodziłyśmy do klubu.
-Idziemy do łazienki, a później jakoś przemkniemy.-odparłam mi Liz.
-Musimy do toalety.-powiedziałam do chłopaków sztucznie uśmiechając się.
-Już?-zapytał Lou.
-Jesteśmy kobietami, to normalne.-odparłam mu.
-Nie bo jeden przypadek to nie kobieta.-powiedział Harry.
-Oj znowu jakaś mucha, to jest straszne muszę w końcu ją zabić.-mówiąc to Liz patrzyła w oczy bruneta.
-Jestem ciekawy czy jesteś do tego zdolna.
-Chodź Willa.-mówiąc to złapała mnie za rękę.
-Czekajcie my tez pójdziemy!-powiedziała wesoło Danielle.
-Kurwa!-przeklęłam pod nosem, nie żeby jej czy dziewczyn nie lubiła, po prostu w ten sposób popsuły nam plany.
-Spokojnie.-szepnęła w moja stronę Beth. W pięć ruszyłyśmy w kierunku łazienki.
-Chciałyście zwiać?-zadała pytanie Perrie.
-Co? Skąd przyszło wam to do głowy?-zapytałam, kurde jak to zrobiła.
-Przecież to widać z daleka.-powiedziała Eleanor.
-Pomożecie nam?-zapytała Liz.
-Przykro mi ale nie.-odparła Dan, popatrzyłam na nią wzrokiem jakbym chciała ja zabić.-Chciałybyśmy ale nie, wiecie dlaczego?-zapytała, popatrzyłyśmy na siebie i obie przecząco pokręciłyśmy głowa.-To jest proste, musimy mieć kogoś normalnego przy sobie żebyście pomogły nam ogarnąć tą zgraje idiotów i tak mówię tu też o Liamie.-powiedziała.
-Nibym czemu mamy wam pomagać z nimi?-zapytałam.-Ja nawet ich nie lubię.-dodałam.
-Willa czy aby na pewno nie lubisz ani jednego z tych chłopaków?-zapytała mnie Perrie.
-Na pewno.-odparłam.
-A Niall?-zapytały wszystkie cztery na raz.
-Co niby Niall?- zapytałam choć tak naprawdę nie chciałam usłyszeć tego co mają mi do powiedzenia.
-Nie będziemy Ci tego tłumaczyć bo sama dobrze wiesz o co chodzi.-powiedział do mnie Liz.
-A może Ty masz coś do Harrego?-odparłam.
-To tej much? Chyba żartujesz.-prychnęła, a my patrzyłyśmy na nią.-Nic do niego nie mam!-podniosła głoś.
-Ja i tak wiem swoje.-odparła  jej, a ona tylko wystawiła mi język jak małe dziecko.
-To ja zostaniecie?-zapytała El.
-Dobra jak już muszę, to zostanie.-odparła Beth.
-A jednak chcesz coś od Harrego!-krzyknęłam.
-Zamknij się mała zołzo.-powiedziała.
-A Ty Willa?-teraz do mnie zwróciła się Dan.
-Nie mam innego wyjścia, ona zostaje-tu pokazałam na siostrę.-To ja zostaje.-pokazałam na siebie.
-No to super!-zapiszczała radośnie Pez.
-Chodźmy się czegoś napić.-zaproponowała Liz, a my ochoczo pokiwałysmy głowami. 

*


-Willa na dziś chyba już Ci wystarczy.-usłyszałam koło ucha głos blondyna, odwróciłam się do niego.
-Uwierz sama dobrze wiem kiedy mam skończyć i mogę Cie zapewnić że jeszcze mogę dużo.-
odparłam mu i chciałam wstać. Lekko zachwiałam się i usiadłam z powrotem.
-Na pewno?-zapytał.
-Tak.-odparłam i teraz bez względu na to czy kręci mi się w głowie czy nie ruszyłam do naszego boksu, wcześniej zabierając z baru mojego nowego drinka.
-Willa proszę Cie nie pij już.-mówiąc to szedł obok mnie.
-Niby dlaczego mam przestać? Dlaczego mam Cię posłuchać? Kim dla mnie jesteś żebym to zrobiła?-zapytałam, stając w połowie drogi. Patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, ale nie odezwał się ani słowem.-Właśnie, nie wierz kim dla mnie jesteś, a ja dla Ciebie i może lepiej zostańmy na tym etapie.-dodałam.-A widzisz tamta blondynka ma na Ciebie ochotę.-pokazałam na jakoś pustą laskę z toną tapety na twarzy.-Zabaw się!-powiedziałam trochę głośniej, lekko popchnęłam go do tyłu i odeszłam.

*

Siedziałam na kanapie i mimowolnie wzrokiem po całej sali szukałam chłopaka o blond włosach. Kiedy już go znalazłam, pokręciłam głową.
-Poszedł do niej.-powiedziałam, nie myślałam że ktoś może siedzieć obok mnie, szczerze nie obchodziło mnie to.
-Sama mu kazałaś.-powiedział do mnie Liam, popatrzyłam na niego.
-Masz papierosa?-zapytałam, chcąc zmienić temat.
-Palisz?-zapytał.
-Masz czy nie?
-Nie.-odpowiedział, do stolika podszedł Zayn i Perrie.
-Macie fajkę?-zapytałam.
-Palisz?-powiedzieli równo.
-To takie dziwne?-już mnie denerwowali, nie wyglądam na taką czy co?-Macie?
Czarno włosy wyciągną z kieszeni paczkę papierosów i skierował w moją stronę.
-Zayn! Ona nawet nie ma 18 lat.-powiedział Liam i wyrwał mu paczkę.
-Ja też nie miałem jak zacząłem, daj spokój Liam to jej życie jeśli chce umrzeć na rak niech pali, to nic takiego. Ogarnij!-powiedział do niego.
-Róbcie co chcecie.-powiedział brunet i skierował się do baru gdzie stała Danielle. Ja w tym momencie wyciągnęłam już papierosa z pudełka i włożyłam go do ust.
-A ogień?-zapytałam trochę nie wyraźnie.
Mulat złapał zapaliczkę i podpalił papierosa. Zaciągnęłam się dymem, który łagodnie drapał moje płuca.
-Co Ty odwalasz?-kolejny raz tego wieczora usłyszałam jego głos za plecami.
-Nie Twój interes.-odparłam, ponownie zaciągnęłam się. Naglę ktoś wyrwał mi papierosa z ręki, nie ktoś tylko  Niall.
-Oddaj!-zapowiedziałam wstając.
-Nie!-odparł takim samym tonem.
-Co blondynka już Ci się znudziła?-zapytałam sarkastycznie.
-A co zazdrosna?-zapytał.
-Marzenie mój drogi.-odparłam.-A teraz oddaj to co moje!-powiedziałam.
-Nie wydaje mi się żeby to-pokazał w moja stronę fajkę.-było Twoje.
-Niall proszę oddaj mi tego papierosa!-podniosłam jeszcze bardziej głos. A obok nas pojawił się ochroniarz.
-Niech państwo opuszczą klub.-powiedział.
-Nie mam zamiaru stąd wychodzić, niech on opuści klub.-powiedziałam i pokazałam na chłopaka.
-Oboje teraz!-podniósł głos niski przypakowany facet i złapał mnie za rękę.
-Dobra, tylko te łapy przy sobie.-powiedziałam i wyrwałam się, zabrałam kurtkę i torebkę. Skierowałam się do wyjścia, a za mną blondyn.
-To wszystko Twoja wina!-krzyknęłam do chłopaka kiedy znajdowaliśmy się na ulicy.
-Moja?!
-A co może moja?!
-W pewnym sensie tak.-odparł.
-Chyba żartujesz?-zapytałam.
-Nie.
-Cham!-podsumowałam i odwróciłam się do niego plecami, było mi strasznie nie dobrze. Zaczęłam iść w stronę domu.
-Co robisz?-zapytał mnie Niall.
-Idę.-odparłam.
-To widzę, ale dokąd?-zapytał znów.
-Do domu, a gdzie mogę iść.-odparłam.
-A co z resztą?-zapytał po raz trzeci.
-Nie bój się dadzą sobie radę.-odpowiedziałam, martwiłam się tylko o Liz która nie wiem gdzie się podziała. Nie no poszła na parkiet z Lou, więc nic złego jej się nie zdarzyło, mam nadzieje.
Popatrzyłam na blondyna który pisała coś zawzięcie na telefonie.
-Co robisz?-zapytałam delikatniej.
-Wysyłam wiadomość do Liam że wracamy do domu.-odparł.
-Wracamy?-zapytałam.-Że niby razem? Ty i ja?
-Nie kurwa, osobno.-odparł.-Oczywiście ze razem. 
-A kto powiedział Ci że chce z Tobą wracać?-zapytałam.
-Nie masz wyjścia złotko.-powiedział.
Szliśmy w milczeniu. A mi było coraz bardziej nie dobrze.
-Chyba zaraz zwymiotuje.-powiedziałam i nachyliłam się w dół. Moje włosy bardzo mi przeszkadzały. Naglę poczułam jak chłopak zbiera je wszystko i trzyma w swojej ręce. Druga delikatnie gładził moje plecy.
-No to dawaj.-powiedział i lekko zaśmiał się. Na mojej twarzy też pojawił się lekki uśmiech.
-Po chwili jednak znikną bo wszystko co dziś zjadłam, wypiłam zwróciłam.
-Dobra to chyba koniec.-powiedziałam i odwracając się do blondyna, uśmiechnęłam się lekko.-Dziękuje.-dodałam.
-Nie ma za co.-odparł i również uśmiechnął się.
-Jestem tak bardzo zmęczona.-powiedziałam i ruszyłam dalej.
-Chodź.-naglę na biodrach poczułam ręce Nialla. Wziął mnie na nie, objęłam go mocno rękoma i wtuliłam się w niego. W pewnym momencie po prostu zasnęłam.


***

Przepraszam za wszystkie błędy


O masakra, strasznie przepraszam że tak późno ;P
Nie miałam kiedy pisać ;( 
Za dużo na głowie mam przez ostanie dni, ale mam nadzieje że mi wybaczycie ;))

Co do rozdziału, opinię jak zawsze pozostawiam Wam ;)

Dziękuję za komentarze ;**
Kocham Was ;D
Do następnego ;))

I oczywiście zapraszam na: 

One day

Rozdział 1 powinien pojawiać się niebawem ;)

piątek, 11 stycznia 2013

3.



Elizabeth

-Cicho.-powiedziałam i na palcach weszłam z Harrym o pokoju Willi.
-Gdzie aparat?-zapytał loczek.
-Półka.-odpowiedziałam i pokazałam na szafkę obok łóżka. Brunet pomału podszedł i wziął go w ręce.
-Ja czy Ty?-zapytał patrząc na mnie.
-Ty.-odparłam.
-Czego ja?-zapytał.
-Nie znasz mojej siostry, lepiej nich wyżywa się na tobie.- odparłam.
-Czyli mnie zabije?-zapytał.
-Nie.-odpowiedziałam.-Chyba nie.-dodałam w myślach.
Popatrzyłam na dwójkę śpiąco przytuloną do siebie, Claudia wyszła z pokoju dobrą godzinę temu, a oni nawet tego nie zauważyli.
Lokaty włączył sprzęt.
-Robimy to?-zapytał, twierdząco kiwnęłam głową. Najwyżej to on dostanie nie ja.
-Wyłącz flesz.-przestrzegłam go.
-Dobry pomysł.-powiedziała, a ja w duchu zrobiłam face palma.
Chłopak przystawił aparat do twarzy żeby lepiej widzieć. Po chwili usłyszałam kliknięcie.
-Zrób kilka i spadamy.-powiedziałam, a ten tylko mruknął. Jak tak patrzyłam na Willę można było pomyśleć że jest szczęśliwa. Jak zobaczyłby to ktoś z zewnątrz myślałaby że to para zakochanych ludzi. A ja wiem że ona nigdy nie zakochałaby się w jednym z nich. Ale jak to mówią nigdy nie mów nigdy. Naglę nasze gołąbeczki zaczęły się budzić.-Harry szybko.
-Chwila, nie zrobiłem ani jednego.-odparł.
-Co?-zapytałam.
-To!-powiedział trochę za głośno.
-Co wy robicie w moim pokoju?-zapytał zaspana Willa.
-Jakby to powiedzieć.-zaczął loczek.-Podziwiamy jak to słodko sobie śpicie.
Willa popatrzyła w swoją prawą stronę, a kiedy zobaczył Nialla zaczęła krzyczeć jak opętana, czym obudziła blondyna. Kiedy tak parzyli na siebie, równocześnie w szybkim tempie wyskoczyli z łóżka.
-Harry co ty masz w rękach?-zapytał Irlandczyk.
-Aparat?-zapytał brunet.
-A co z nim robisz?
-Jak to co zdjęcia waszej dwójce jak śpicie.-odparł.
-Ty kretynie!-krzyknęłam i pacnęłam go w głowę.
-Co?
-Gówno!-odpowiedziałam.- Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz?-zapytałam.
-Wiesz mi inteligencja nie jest potrzeba.-odparł.
-No tak, bo ja jestem Harry Styles, bożyszcz nastolatek, panie kto to ja nie jestem. –powiedziałam i wyszłam z pokoju, jakoś odechciało mi się wszystkiego.
-Elizabeth o co Ci chodzi?-zapytał idąc za mną.
-O co mi chodzi?-zapytałam odwracając się do niego, ale oczywiście on tego nie zauważył i wpadł na mnie, co sprawiło że oboje wylądowaliśmy na podłodze, a co gorsze on leżał na mnie.
-Tak, o co Ci chodzi?-powtórzył dalej na mnie leząc.
-O nic, panie kto to ja nie jestem.-odparłam.-A teraz z łaski swojej zejdź ze mnie, bo nie jesteś lekki jak piórko.-dodałam, coraz bardziej mnie denerwował.
-Czyżbyś była zazdrosna?-zapytał, dalej na mnie leżąc. Z pokoju wyszła Willa, a za nią Nialla.
-Idź po aparat.-powiedziała do bruneta, po chwili miała go już w rękach i robiła nam zdjęcia.
-Niby o co mam być zazdrosna?-zapytałam.
-O wszystko, o to że mam tyle fanów.-kiedy to powiedział prychnęłam pod nosem.-O to że każdy mnie pragnie i Ty też zaliczasz się do tych osób.
-Nie pochlebiaj sobie tak.-powiedziałam.-I mnie w to nie mieszaj.
-A może po prostu mnie nie lubisz za to że Twój ojciec poświęca więcej uwagi mnie nie Tobie.- to był cios poniżej pasa, zepchnęłam go z siebie i szybko wstałam. Stanęłam nad nim, ale nie mogłam z siebie wydobyć żadnego dźwięku. Machnęłam tylko ręką i pobiegłam na dół.
-Liz poczekaj!-usłyszałam głos siostry.-Jesteś największym dupkiem jakiego znam Styles.
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. To było nie fair. Jak on tak mógł. Wybiegłam z domu i usiadłam na ławce w ogrodzie.
-Liz?-za mną stał Willa.
-Co?-zapytałam, łamiącym się głosem. Ona tylko przysiadła się do mnie i mocno mnie przytuliła. -Willa po co my tu przyjechałyśmy?- zapytałam.-Po co?
-Nie wiem Liz, nie wiem.-odparła.
-Dobra jest już dobrze.-powiedziałam prostując się.
-Przecież widzę że nie jest.-mówiąc to patrzyła w moje oczy.
-Poważniej jest okej. Chodźmy do domu.-mówiąc to wstałam i ruszyłam w stronę budynki.-Willa, chodź.
Brunetka powoli wstał i poszła za mną. Przy drzwiach stał Harry i patrzył na mnie.
-Liz…-zaczął ale mu przerwałam.
-Nie Harry!
-Ale….
-Czegoś nie rozumiesz w słowie NIE?-zapytałam z naciskiem na ostatni wyraz, on tylko pokręcił głową.-O chociaż tyle umiesz to bardzo dobrze Styles, przynajmniej nie przelecisz żadnej panienki bez jej zgody.-kiedy to mówiłam ominęłam go i poszłam na górę, a za mną Willa, którą zatrzymał Nialla.
-Willa.
-Nie teraz Nialla.-powiedziała i ruszyła za mną.
-Ale…
-Później.-tym słowem zakończyła swoją rozmowę z blondynem.
-Jeśli chce możesz z nim pogadać.-powiedziałam jej kiedy razem wchodziłyśmy do mojego pokoju.
-Niby po co?-zapytała.
-Może chciał powiedzieć Ci coś ważnego?-zapytałam siadając na łóżku.
-Teraz to Ty jesteś ważna.-oparła i przysiadła koło mnie.-Nikt inny tylko Ty.-dodała, a ja mocno ją do siebie przytuliłam. Co bym zrobiła gdyby jej nie było? Oj chyba nie dałabym rady.
-Mam pomysł!-powiedziała po chwili milczenia uradowana brunetka.
-Niby jaki?-zapytałam.
-Chodźmy na imprezę!
-Nie wiem Willa czy to dobry pomysł.-odparłam kręcąc głową.
-Liz musisz wyluzować i mieć ich wszystkich daleko w poważaniu, oni nie zasługują na to abyśmy przez nich cierpiały.-powiedziała.-I będziemy tu tylko dwa miesiące, jakoś to przeżyjemy.
-Masz racje, idziemy!-powiedziałam wesoło, brunetka aż podskoczyła z radości.
-To szykuj się!- krzyknęła i wybiegła z mojego pokoju.
Chyba oszalała, ale to właśnie u niej lubię jest wesoła choć nie zawsze układa się tak jakby tego chciała.



Niby tylko dwa miesiące, 
 ale podczas nich może zdarzyć się dużo i to bardzo dużo.
Rzeczy o które nawet nie przeszły nikomu przez myśl,
 mogą mieć miejsce w każdym momencie.


***

Przepraszam za wszystkie błędy


Wiem krótko ale postaram się nadrobić to w następnym ;))

Opinię jak zawsze zostawiam Wam  ;P

Dziękuję za komentarze ;***
Kocham Was ;D
Do następnego ;))


Zapraszam na nowego bloga :D

One day